Slider

Ile kosztuje sztuka?

W Xanadu często organizowaliśmy rozmaite wydarzenia, niekoniecznie związane ze sztuką. Teraz niestety nie jest to możliwe, czego bardzo żałujemy. Szkolenia, spotkania inspiracyjne, imprezy firmowe czy spotkania klubowe były ważnym elementem naszej strategii edukacji. Większość gości stykała się w trakcie tych spotkań ze sztuką po raz pierwszy. Otwarcie mówili, że to ich pierwsza wizyta w galerii sztuki. Mimo to, często pytali o twórczość artystów, których prace widzieli wyeksponowane na ścianach. Te rozmowy często zaczynały się od zastrzeżeń: ja się na sztuce nie znam, nie wiem, czy mam gust, nie wiem, dlaczego ten obraz mi się podoba, ale… Takie obiekcje zazwyczaj stanowiły fantastyczny punkt wyjścia do szczerych, głębokich i pełnych pasji rozmów o sztuce, o jej interpretacji, o emocjach towarzyszących nam w kontakcie z malarstwem czy rzeźbą. 

Równie często rozmowa zaczynała się od innego stwierdzenia, które padało z ust przedsiębiorców i osób na wysokich stanowiskach w korporacjach, czyli osób realnie dość zamożnych. To stwierdzenie w uproszczeniu brzmiało: „bardzo mi się podoba ten obraz, ale mnie na pewno na niego nie stać”. Wypowiedzi nie były kokieteryjne. Nie były też wstępem do negocjacji. Świadczyły o stereotypowym przekonaniu, że sztuka, skoro jest sztuką, musi być bardzo droga, musi być dobrem luksusowym. Kiedy podawałam ceny upatrzonych prac na poziomie 5, 10, 15 tys. obserwowałam dwie reakcje. Pierwsza często była entuzjastyczna i ostatecznie kończyła się zakupem dzieła sztuki do domowych zbiorów. Druga świadczyła o rozczarowaniu. Przecież, jeśli coś jest sztuką, to nie może być takie tanie. Jeśli designerska kanapa kosztuje 40-60 tys., to o jakiej wartości dzieła sztuki możemy mówić, skoro jest ono kilkakrotnie od tej kanapy tańsze?

Po tym obszernym wstępie dochodzimy do pytania „od czego zależy cena dzieła sztuki, zwłaszcza sztuki współczesnej?”. Po pierwsze musimy sobie powiedzieć szczerze, że sztuka w Polsce jest tania. Oczywiście słowa „tania” czy „droga” to określenia relatywne. Dla jednej osoby wydatek rzędu 1 tys. to bardzo dużo, dla innej 10 tys. to drobna kwota. Pisząc, że sztuka jest w Polsce tania, odnoszę poziom cen dzieł rodzimych artystów do kwot, jakie należy zapłacić za dobrą sztukę w większości krajów europejskich czy USA. Dlaczego tak jest? Można by wiele pisać na ten temat, bo jest niezwykle rozległy. W uproszeniu jednak to wynik ogromnej ilości artystów, którzy obecnie funkcjonują na rynku sztuki, znacznie mniejszej ilości osób zainteresowanych zakupem ich prac, generalnie płytkiego, czyli nie obfitującego w dzieła klasy światowej rynku oraz zaszłości historycznych, przez które w Polsce nie wykształciła się klasa średnia, czyli mieszczaństwo i inteligencja. W okresie PRL-u oraz w czasach obecnych, kultura i sztuka nie jest wspierana, szczególnie w obszarze edukacji. O kolekcjonerstwie nawet nie warto wspominać.

Wróćmy do ceny dzieła sztuki. Co powoduje, że jedna praca warta jest 3 tys. zł a druga 30 tys.? Oczywiście sama sztuka jest bardzo różnorodna. Możemy analizować sztukę dawną, rzemiosło artystyczne, biżuterię, meble, design, młodą sztukę, sztukę współczesną itp. W każdym z tych obszarów czynniki wpływające na cenę będą nieco inne. Jeśli chodzi o sztukę dawną, meble i rzemiosło, to jednym z istotnych czynników będzie stan zachowania obiektu. W przypadku biżuterii będzie się liczyć waga kruszcu i jakość kamieni. W każdym z tych przypadków ważna będzie autentyczność prac, co dla odmiany w przypadku młodej sztuki jest oczywiste, więc nie jest rozważane. 

Generalnie, jeśli chodzi o sztukę współczesną, od międzywojennej awangardy począwszy, a na sztuce młodej skończywszy, najbardziej istotne w określeniu ceny są trzy czynniki: dorobek artysty, obecność jego prac w ważnych kolekcjach oraz notowania aukcyjne. Na dorobek autora żyjącego składa się przede wszystkim jego wykształcenie – gdzie i u kogo studiował. Kolejno, udział w wystawach problemowych przygotowywanych przez szanowanych kuratorów i wystawy indywidualne w cieszących się prestiżem galeriach. Ważny jest udział w konkursach, choć ja osobiście wyżej cenię fakt, że autor regularnie w różnych konkursach znajduje się wśród finalistów niż to, że incydentalnie zajął pierwsze czy drugie miejsce. Niebagatelne znaczenie mają też publikacje, zarówno te albumowe, jak i te krytyczne, pisane przez cenionych krytyków. Oczywiście inaczej patrzymy na dorobek 30-letniego twórcy, który ukończył kilka lat wcześniej ASP, a inaczej na notę biograficzną 60-latka. W pierwszym przypadku fakty w biografii mogą być pojedyncze, a o wadze twórczości często decyduje determinacja bycia w sztuce i autentyczność artystycznego języka. W tym drugim przypadku kwestie „marketingowe” będą miały znacznie większe znaczenie i jeśli w nocie biograficznej brak istotnych faktów, to atrakcyjność wizualna dzieła nie pomoże zbytnio podnieść jego ceny. 

Ciekawą kwestią są notowania aukcyjne. Należy umieć je czytać, a często też należy podchodzić do nich z rezerwą. Umiejętność czytania notowań dotyczy przede wszystkim uważnego zwracania uwagi na techniki i formaty prac, a także na czas ich powstania. Porównujemy między sobą prace o podobnych parametrach. Kolejna kwestia to częstotliwość występowania prac danego artysty na rynku. Jeśli jego prace są rzadkością, to notowania nie muszą być wymierne. Jeśli prac jest „zatrzęsienie” to też cenna wskazówka, pokazująca nadmierną produkcję artystyczną konkretnego twórcy, co obniża wartość jego pojedynczych prac i zapewne uniemożliwi im w dalszej perspektywie czasowej rośnięcie w cenę. 

Obecność w kolekcjach też należy umieć odpowiednio interpretować. Inaczej patrzymy na twórcę, którego prace znajdują się w muzealnych kolekcjach publicznych na wystawach stałych, a trochę inaczej na tego, który prace ma w tych samych muzeach, ale w magazynach. Niestety w Polsce kolekcji prywatnych nie jest zbyt wiele, a kolekcjonerzy nie pracują nad marketingiem swoich zbiorów i raczej myślą o sobie skromnie jako o miłośnikach sztuki. To powoduje nieliczne tylko publikacje, czy internetowe, czy tradycyjne, prezentujące zasoby prywatne. To na szczęście się zmienia, ale powoli. Ciągle też wśród wielu osób panuje pogląd, że na wszelki wypadek lepiej się nie przyznawać do tego, co się ma, a już szczególnie do dzieł sztuki. To konsekwencja minionego systemu, gdzie zamożność owocowała domiarem z urzędu skarbowego, a sztuka w domu świadczyła o nieodpowiednim pochodzeniu społecznym. Dlatego często artyści mając prace w świetnych kolekcjach prywatnych, nie bardzo mogą się wiarygodnie nimi pochwalić. Bazują na tym inni twórcy, którzy zamiast zadbać po faktyczne podanie kolekcji, w jakich są ich prace piszą, że ich twórczość „znajduje się w licznych kolekcjach prywatnych i publicznych”. Na wszelki wypadek takim stwierdzeniom warto nie dawać wiary. To bardziej pusty slogan, który mechanicznie kiedyś wpisywali sobie wszyscy artyści w noty biograficzne. 

Jeśli chodzi o notowania dotyczące autorów nieżyjących, sztuki nieco starszej, to też istotne są przypadki, kiedy raz sprzedane dzieło powtórnie trafia na rynek. Wtedy istotny jest czas, jaki upłynął pomiędzy sprzedażami, co pozwala wyliczyć szacunkowo, jak procentowo będą rosnąć ceny na prace danego artysty w perspektywie czasowej. Ponieważ nasz rynek sztuki jest stosunkowo niewielki, to takich „powrotów” nie ma dużo, jednak jest to informacja istotna. 

Na koniec warto powiedzieć jeszcze od dwóch kwestiach. Pierwsza to moda. Oczywiście, że na rynku sztuki też panują swego rodzaju mody. To powoduje, że w jakimś czasie określony rodzaj prac, lub określony twórca jest droższy. Za 5 czy 10 lat nastąpi korekta cen, więc nie warto inwestować w sztukę modną. W latach 90. modne były „kossaki”. Obecnie najlepsze dzieła Juliusza i Wojciecha Kossaka, takie klasy muzealnej, nie straciły na wartości, a przeciwnie, zyskały. Jednak już cała rzesza naśladowców ich stylu, że nie wspomnę licznej rodziny z Karolem, Jerzym, Glorią i Leonem na czele, nie utrzymała wartości swoich obrazów. Podobnie zapewne będzie z pracami artystów modnych obecnie. Najwyżej cenione prace Edwarda Dwurnika bez wątpienia za 10 lat będą jeszcze droższe. Natomiast setkami malowane tulipany czy powielane w tysiącach inkografie tego autora spadną, może nawet o połowę swojej wartości. Podobnie będzie z odlewanymi w tysiącach rzeźbkami Igora Mitoraja czy obrazami i obrazkami twórców realizmu magicznego, choć dobry Sętowski z lat dwutysięcznych nadal będzie kosztownym nabytkiem. 

Mody i trendy panują w każdym segmencie sztuki, także w obszarze prac twórców najmłodszych. Duże, kolorowe i realistyczne obrazy, przypominajcie dziecięce kolorowanki, a także nostalgiczne pejzaże z pięknymi dziewczynami w roli głównej, nie wytrzymają zapewne finansowej próby czasu. Już dziś są przeceniane. Jeśli zaspakajają nasza potrzebę piękna, to wszystko w porządku. Jeśli myślimy o nich jako o dobrej inwestycji, to niestety się przeliczymy. Natomiast wiele prac niedocenianych, takich które są trudniejsze w odbiorze, mniej efekciarskie, które na aukcjach młodej sztuki sprzedają się tanio lub zgoła nie sprzedają się w ogóle, może okazać się za klika lat najlepszą inwestycją. Aukcje młodej sztuki mają już dość długa metrykę, bo ponad 10-letnią. W ich początkach na licytacjach można było kupić prace tak ciekawych młodych autorów jak Bartek Ołowski, Bartek Kokosiński czy Paweł Matyszewski. Nikt ich wtedy nie chciał, choć licytacje były od 500 zł. Dziś niejeden kolekcjoner pluje sobie w brodę. Za dekadę podobnie będzie w przypadku prac młodych artystów, które nie doszacowują się obecnie. Oczywiście nie wiemy, co ci twórcy przez lata zrobią ze swoja karierą. Mogą ją zepsuć lub zarzucić. Niemniej jednak ci, którzy masowo produkują dziś kolorowe i radosne obrazki, kariery na scenie artystycznej nie zrobią na pewno. Dlatego warto pytać marszandów o to, który twórca ich zdaniem jest ciekawy, warto czytać noty biograficzne i warto oglądać katalogi z uwagą, a nie tylko szybciutko scrollować i powiększać to co kolorowe.

Ostatnia uwaga dotyczy cen prac określanych przez samych artystów. Wartości dzieła sztuki nie określa pragnienie artysty. Wartość działa powstaje na rynku sztuki. Dlatego należy zwracać uwagę nie na to, za ile dzieło jest w galerii wystawiane, a za ile faktycznie się sprzedaje. Nie oznacza to przyzwolenia na drapieżne negocjacje cen, a zachętę do weryfikacji wartości. Wielu autorów nie musi żyć ze sztuki. Część z nich pracuje etatowo na uczelniach lub ma inne źródła utrzymania. Często wystawiają swoje prace w cenach nie mających pokrycia w realnej rynkowej estymacji. Robią to z wielu powodów. Często nie mają doświadczenia rynkowego, boją się ośmieszenia w środowisku czy też nie potrafią odnieść się krytycznie do swojej biografii. Często wolą poczekać na jednego klienta w roku, który zafascynowany jakąś pracą wyda 10 tys., niż sprzedawać regularnie i stale budować swoją pozycję, także cenową. Z czasem ceny prac artystów mogłyby się wywindować jeszcze wyżej, ale nie ma na to szans, skoro na początku nie są rynkowe. Dlatego warto pamiętać, że cena dzieła sztuki to nie jest kwota oczekiwana przez twórcę, ani kwota, którą ktoś zechce zapłacić. To cena, którą można dość precyzyjnie wyliczyć. 

– Agnieszka Gniotek

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jego działania, korzystania z narzędzi analitycznych (Google Analytics), marketingowych (Facebook Custom Audiences), wtyczek społecznościowych (Facebook, LinkedIN, Twitter), systemu komentarzy (Disqus), odtwarzacza wideo (YouTube) oraz odtwarzacza podcastów (SoundCloud). Szczegóły znajdziesz w polityce prywatności. Jeżeli wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies, kliknij w przycisk "Rozumiem i akceptuję". Jeżeli chcesz edytować ustawienia plików cookies, kliknij w przycisk "Ustawienia".