Slider

Odsiewanie ziarna od plew – jak wybierać wartościowe prace na aukcjach młodej sztuki?

Na temat aukcji młodej sztuki narosło wiele fałszywych przekonań. Pierwsze jest takie, że psują one rynek, zaniżając ceny prac artystów. Warto odnieść się do tego poglądu. Artystów, chcących się przebić na rynku i sprzedawać swoje prace jest bardzo, naprawdę bardzo wielu. Kolekcjonerów i miłośników sztuki chcących nabywać ich prace znacznie mniej, jednak nieporównywalnie więcej niż 10 lat temu, kiedy projekt aukcji młodych startował na polskim rynku. Aukcje te „zrobiły dobrą robotę” i dalej ją robią. Zainteresowały sztuką jako przedmiotem materialnym, który można kupić, rzesze odbiorców, którzy wcześniej mieli w domach puste ściany lub seryjnie produkowane dekoracje zakupione w sklepach z przedmiotami budowlano-wnętrzarskimi. 

Czy nowi klienci pojawili się na aukcjach dlatego, że ich cena startowa jest niska? Zazwyczaj nie jest to główną przyczyną. Ważniejsza jest dla nich zrozumiała aukcyjna sytuacja, przyjemność kupowania w ten sposób oraz możliwość, przy niewielkim ryzyku finansowym, przekonania się, co im się podoba i z jakimi pracami chcą mieszkać. To często osoby zamożne, które z czasem, kiedy nabiorą pewności w świecie sztuki co do swoich preferencji i dostępnej oferty, wchodzą do świata kolekcjonerskiego, kupują regularnie, budują firmowe i prywatne kolekcje, nabywają obrazy na prezenty oraz – co bardzo ważne, chodzą do muzeów i galerii.

Inne stereotypy dotyczące aukcji młodej sztuki to dwa przeciwstawne, skrajne mniemania. Jedno mówi o tym, że na takich aukcjach nie ma sztuki wartościowej, a wystawiają tam tylko twórcy seryjnie malujący pod publiczkę. Zwolennicy drugiego poglądu w każdej nabytej na aukcji pracy upatrują arcydzieła, a w jej autorze drugiego Wilhelma Sasnala. Prawda, jak zawsze, leży pośrodku.

>> Jak więc wybierać prace z ofert aukcji młodej sztuki tak, aby kupować dzieła wartościowe artystycznie dziś, a także inwestycyjnie w przyszłości?

Po pierwsze trzeba powiedzieć sobie brutalną prawdę. To popyt kształtuje podaż, a nie odwrotnie. Na aukcjach młodej sztuki dużo jest prac dekoracyjnych, często ocierających się o kicz, bo na takie dzieła jest popyt, czyli takimi pracami interesują się klienci. Jesteśmy społeczeństwem młodej, pierwszopokoleniowej inteligencji. W niewielu naszych domach były obszerne księgozbiory, o obrazach nie wspominając. Nie mamy zazwyczaj wyrobionego gustu. Czy to problem? Nie. To wyzwanie, z którym możemy się uporać i możemy zrobić to szybko. Wierzę, że kolejne pokolenia nie będą już onieśmielone sztuką i środowiskiem galeryjnym. Na razie większość z nas kupuje na aukcjach i ćwiczy swój gust. Gust ćwiczyć trzeba, bo każdy go ma, tylko jedni lepszy, drudzy gorszy. To jak z pogodą, która jest zawsze, tylko czasami deszczowa. Ćwiczenie gustu jest też ważne, ponieważ pierwszym kryterium zakupów na aukcji jest kupować to, co nam się podoba. Śmiało i bez lęku. Jeśli za kilka lat uznamy, że nie były to wybory trafione, to po prostu te prace sprzedamy.

Prywatne zbiory to nie kolekcja muzealna, w której raz zakupiona praca pozostaje na wieczność. Prywatnie możemy sprzedać to, co przestało się podobać, albo tę pracę, której autor nas rozczarował i jednak kariery nie zrobił. Jakie ponosimy ryzyko? Niewielkie. Prace na aukcjach młodej sztuki kupujemy za niskie kwoty – to zazwyczaj 2-5 tysięcy zł. Oczywiście dla wielu osób 2 tys. to to dużo. Jednak nie jest to kwota, której wydanie zachwieje naszym budżetem na dłuższy czas. A ryzyko komentarzy otoczenia? Też żadne, bo to my kupujemy sztukę, a oni nie. 

Kupujemy więc przede wszystkim to, co nam się podoba. Podoba nam się jednak zazwyczaj wiele prac. Jak wybrać te, które w przyszłości nabiorą wartości, a ich autorzy rokują na zrobienie karier?

>> Najważniejsza rzecz to czas. Wiem, że zawsze mamy go za mało, ale warto go trochę zainwestować w rozwój kolekcjonerskiej pasji. Kiedy jestem pytana od jakiej sumy pieniędzy można zacząć inwestować w sztukę, odpowiadam, że od 2-3 godzin tygodniowo. I nie jest to przejęzyczenie. Nie da się skutecznie uprawiać pasji bez jej uprawiania. Nie nabierzemy kondycji w wyniku zakupu karnetu na siłownię, musimy na nią regularnie chodzić. 

>> Pierwszym, obowiązkowym elementem „siłowni” kolekcjonera są notowania aukcyjne. Oczywiście nie jest dobrze, kiedy bazujemy tylko na nich, ale są one pewnego rodzaju elementarzem. Jeśli jesteśmy osobą urządzającą mieszkanie, która ma w głowie konkretny projekt, polegający na zakupie 3 obrazów – do sypialni, holu i salonu, to wiedzy o notowaniach aukcyjnych nie potrzebujemy. Kupimy takie prace, jakie nam się podobają, a formatem, motywem i kolorystyką wpisują się charakter naszego mieszkania. Jeśli jednak chcemy kupić coś, co będzie wartościowe, bo chcemy kolekcjonować, inwestować lub… nie wiemy czego chcemy, ale sztuka nas pociąga, to notowania są obowiązkowe. 

Dostęp do notowań aukcyjnych od początku rynku aukcyjnego w Polsce publikuje portal Artinfo.pl. Jest to dostęp płatny. Nieodpłatnie zapoznamy się tylko z wynikami aukcji z ostatniego miesiąca. Abonament nie jest jednak wysoki, a będzie to inwestycja, która nam się opłaci.

>> Jakie wnioski powinniśmy wyciągnąć z analizy notowań aukcyjnych i na co zwracać uwagę?

– Przede wszystkim sprawdzamy, czy prace autora są spójne stylistycznie. Na przykładzie kolejnych wystawianych obrazów możemy zobaczyć, czy przypadkiem nie jest tak, że artysta w styczniu był abstrakcjonistą, aby w marcu zostać realistą, a w czerwcu malować obrazy surrealistyczne. Taki brak spójności oznacza brak własnego stylu i próbę komercyjnego szukania tematów, które będą się dobrze sprzedawać. Artysta tworzy, bo ma coś do powiedzenia, ma potrzebę analizy konkretnych tematów i wartości malarskich. Jeśli stylistycznie skacze z kwiatka na kwiatek to oznacza, że jego sztuka nie powstaje z potrzeb intelektualnych, a z wyrachowania. 

– Drugą kwestią, jaką sprawdzamy to czy prace artysty wystawiane na aukcjach mają ten sam poziom, co inne jego dzieła dostępne w galeriach, czy na jego stronie internetowej. Jeśli prace aukcyjne są słabsze, starsze, mniejsze, sprawiają wyraźnie wprawek akademickich, to też informacja, aby w takiego artystę nie inwestować, bo nie traktuje on poważnie ani kolekcjonerów, ani swojej kariery. Słabe prace powinny zostać w pracowni, nadają się doskonale do przemalowania. Aukcja to nie bazarek, na którym wystawiamy cokolwiek, aby dorobić. 

– Trzecia rzecz to sprawdzić, jak często autor wystawia na aukcjach. Jeśli w jednym miesiącu znajdziemy jego prace w 6-10 domach aukcyjnych to znaczy, że autor maluje „na akord”, na potrzeby aukcji, nie zastanawiając się i nie analizując swojej twórczości. Ponadto będzie to wskazówka, że prace są tworzone szybko, zazwyczaj niestarannie. Trzecia informacja, to fakt, że autor najprawdopodobniej nie buduje swojej kariery w oparciu o wystawy, konkursy i przeglądy, bo wystawiając tyle na aukcjach nie byłby w stanie przygotowywać jednocześnie ciekawych zestawów prac z przeznaczeniem na ekspozycje. Z jednej strony napisałam, że styl artysty powinien być spójny. To fakt. Autor jednak nie powinien popadać w schematyzm. Jeśli na aukcjach wystawia dużo, a widzimy że jego prace są do siebie bardzo podobne, że nie chodzi tu o spójność stylistyczną, a o mocno mechaniczne powielanie tego samego motywu, który opanował, albo który dobrze się sprzedaje, to też sygnał, że nie warto kupować jego prac. 

– W notowaniach aukcyjnych zwracajmy też uwagę na cenę wywoławczą. W wielu domach aukcyjnych jest ona równa i wynosi obecnie 1000 zł. Jednak jeśli autor sprzedaje też swoje prace od 500 zł albo też jest już osobą w zaawansowanym wieku i o znacznym dorobku twórczym, a mimo to decyduje się na udział w aukcjach młodej sztuki (w przeciwieństwie do aukcji dla artystów średniego pokolenia o wyższych cenach wywoławczych np. Aukcja Sztuki Dzisiejszej) to znaczy, że jest w finansowej desperacji. Nie wróży to dobrze jego sztuce, a my jeśli chcemy kupować prace z myślą inwestycyjną, na pewno nie powinniśmy sięgać po dzieła takich artystów. 

>> Następny ważny element to analiza noty biograficznej artysty.

Noty biograficzne publikuje Artinfo.pl przy notowaniach aukcyjnych. Nie są one zbyt aktualne, bo artinfo.pl publikuje je nieodpłatnie, stąd domy aukcyjne, galerie i sami artyści powinni dbać o ich aktualizację, a zazwyczaj tego nie robią. Dlatego noty na artinfo.pl warto skonfrontować choćby z wynikami wyszukiwania w google. Z noty biograficznej artysty dowiadujemy się przede wszystkim na temat jego wykształcenia, udziału w wystawach zbiorowych i indywidualnych, udziału i nagrodach w konkursach oraz na temat stypendiów i publikacji. Dodatkowe informacje dotyczą obecności jego prac w kolekcjach, w szczególności publicznych. 

Czy brak kierunkowego wykształcenia artystycznego dyskwalifikuje artystę? Nie zawsze, ale zazwyczaj. Po jego pracach widać na pierwszy rzut oka braki warsztatowe. Może nie będzie to aż tak oczywiste, kiedy będziemy oglądać reprodukcję, ale za to na żywo już tak. 

Pamiętajmy, że artysta to człowiek w określonym wieku. Dlatego inne wymagania mamy w stosunku do studenta 4. roku ASP, a inne w stosunku do osoby 35-letniej. Inne wymagania dotyczące ilości wystaw, konkursów i publikacji. Jeśli artysta jest już „późnym młodym” przed 40-stką, a w jego nocie biograficznej nie ma żadnych interesujących faktów, to należy zrezygnować z zakupu jego prac, chyba że niesamowicie nam się podobają. 

Noty biograficzne należy czytać krytycznie. Wystawa w Domu Kultury w Jantarze jest innej wagi niż w Galerii Bielskiej BWA. Konkurs na Dzieło Roku Ziemi Przemyskiej (nie ma takiego konkursu, to przykładowa nazwa) jest mniej istotny niż prestiżowy konkurs Bielska Jesień. Kiedy artysta pisze, że jego prace znajdują się w licznych kolekcjach publicznych i prywatnych to zazwyczaj nic to nie oznacza ponad to, że sprzedał prace kilku prywatnym nabywcom. Zupełnie inaczej popatrzymy na notę, w której z nazwy wymienione są wszystkie muzea narodowe w Polsce. 

Powyższe informacje, zawarte w nocie biograficznej nie zawsze są dla nas czytelne w interpretacji. Na początku nie mamy wiedzy, która galeria jest prestiżowa, który konkurs się liczy i czy publikacje w mają wagę komentarza cenionego krytyka, czy też są efektem „kopiuj – wklej” dziennikarza lokalnej gazety. Tu dochodzimy do tematu doradców.

>> Kupując dzieła sztuki powinniśmy korzystać z wiedzy doradców.

Oczywiście do nich też należy podchodzić krytycznie. Pracownicy domów aukcyjnych wynagradzani prowizyjnie będą się starać wcisnąć nam każde dzieło, przy którym się zatrzymamy, oglądając wystawę przedaukcyjną, nawet jeśli zatrzymaliśmy się przy obrazie ze wstrętem. Doradców trzeba wybierać świadomie, spośród takich galerzystów czy marchandów, którzy naprawdę chcą nam pomóc. W Xanadu wychodzę z założenia, że jeśli klient przekroczył próg galerii (nie ważne czy zrobił to fizycznie, telefonicznie czy też prosił o wideokonferencję) to on wydał już u mnie pieniądze. O to mogę się nie martwić, więc nasza rozmowa dotyczy już wyłącznie tego, na co te pieniądze ma wydać. Nie tylko z powodów etyki i uczciwości, ale też co tu kryć, dla własnej przyjemności i satysfakcji, chcę moim klientom sprzedawać dobrą sztukę. Doradzam im najlepiej jak umiem, a często też odradzam. 

Nawet jednak jeśli nie mamy pewności co do tego, czy marchand ma czyste intencje w rozmowie z nami, to możemy tą komunikacją pokierować tak, aby otrzymać wartościowe, pomocne informacje. Nie pytajmy co kupić, w co zainwestować, co się marchandowi podoba. Pytajmy o konkretne prace i ich autorów. O to, jak często wystawiają, jaką szkołę ukończyli, czy inni kolekcjonerzy się nimi interesują, czy dom aukcyjny planuje z takim artystą nawiązać bliższa współpracę, co determinuje, że zdaniem marchanda praca danego twórcy jest wartościowa i co powoduje, że za wartościowego jest uznawany sam twórca. Marchand, który chce nas tylko naciągnąć na zakup obrazu, „wysypie” się przy tak zadawanych pytaniach, nie będzie brzmieć wiarygodnie.

Pamiętajmy, że marchandzi mają obszerną wiedzę zakulisową. Wiedzą, czy artysta ma szansę zrobić karierę, czy też nie. Obserwują zachowanie twórcy, jego determinację bycia w sztuce, jego postawę. To ma znaczenie. Chodzi o to, żebyśmy kupowali prace twórców, którzy będą się rozwijać, a nie za trzy lata porzucą zawód lub wyemigrują. Chcemy znajdować takich artystów, którzy poza obecnością na aukcjach, pracują też nad wystawami, wysyłają prace na konkursy, w umiejętny sposób prezentują się w internecie oraz są reprezentowani przez galerię. To nie są informacje dostępne na artinfo.pl. To raczej wiedza, jaką wyniesiemy z rozmowy z galerzystą czy marchandem. Pozwoli nam ona wybrać ciekawe prace do kolekcji, które z czasem zdrożeją.

Oczywiście nie zawsze trafimy 100 % dobrze. Na aukcjach młodej sztuki wystawiają, jak sama nazwa wskazuje, artyści młodzi. Oni mogą ze swoim życiem zrobić wszystko. Mogą osiągnąć wiele i zaprzepaścić swoje szanse. Natomiast jeśli nasze zakupy będą w połowie trafione, to w obszarze młodej sztuki jesteśmy zwycięzcami, i jako kolekcjonerzy, i jako inwestorzy. Pozostałe 50% sprzedamy bez zysku, ale jeśli zechcemy to zrobić nie w ciągu roku, a w ciągu pięciu lat, to w dobrym domu aukcyjnym powinniśmy też sprzedać bez większej straty. Chyba, że kupowaliśmy za kwoty, które są znacznie powyżej średniej notowań rynku aukcyjnego na prace konkretnego artysty. Wtedy nawet najlepszy dom aukcyjny nie pomoże nam odzyskać pieniędzy.

>> Dlatego na koniec ważna uwaga. Notowania aukcyjne pokazują nam, za ile sprzedają się średnio prace danego artysty. Dobrze jest, jeśli ceny w perspektywie czasu mają tendencję wzrostową. Patrzmy na notowania zawsze jak na medianę – czyli odrzucajmy wartości skrajne. Wydając pieniądze zwracajmy uwagę na publikowane przez dom aukcyjny estymacje – to istotna informacja o realnej wartości prac w dniu aukcji. Nie przepłacajmy, ale też jeśli widzimy, że upatrzone dzieło jest świetne, a artysta rokujący, to nie bójmy się wydać więcej. W przyszłości zapłacona przez nas kwota będzie budować wyliczenia kolejnych estymacji i limity, jakie założą sobie przy zakupie następni kolekcjonerzy. To spowoduje rośnięcie cen prac artysty, którego dzieło kupiliśmy.

>> Jeśli chcieliby Państwo zgłębić jeszcze temat, zachęcam do zapoznania się z artykułem o kupowaniu na aukcjach opublikowanym w magazynie „Czas na wnętrze” czy, jeśli wolą Państwo posłuchać, z wywiadem o Inwestowaniu w sztukę przeprowadzonym przez Annę Smolińską.

>> Polecam również bardzo poprzedni artykuł opublikowany na naszej stronie poświęcony strategiom kupowania na aukcjach.

Agnieszka Gniotek

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jego działania, korzystania z narzędzi analitycznych (Google Analytics), marketingowych (Facebook Custom Audiences), wtyczek społecznościowych (Facebook, LinkedIN, Twitter), systemu komentarzy (Disqus), odtwarzacza wideo (YouTube) oraz odtwarzacza podcastów (SoundCloud). Szczegóły znajdziesz w polityce prywatności. Jeżeli wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies, kliknij w przycisk "Rozumiem i akceptuję". Jeżeli chcesz edytować ustawienia plików cookies, kliknij w przycisk "Ustawienia".